Dziennik apokalipsy: dzień 4.

Coraz ciężej jest żyć w zamknięciu, zwłaszcza, że kończą nam się i tak już nie duże zapasy makaronu. Wczoraj w końcu wyszłam na zewnatrz, żeby zobaczyć na czym stoimy. Suche krzaki I bezlistne drzewa nie pozwalają zapomnieć o tym, co się stało. Odeszłam daleko od domów- do lasu. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Jeśli w tej sytuacjiCzytaj dalej „Dziennik apokalipsy: dzień 4.”

Już mi się nie podoba ta cała systematyczność. Nawet nie wiem co mam w tej chwili powiedzieć. Męczą mnie już te egzystencjalne bzdury, chociaż kiedyś nawet w to wierzyłam (oczywiście nie wiedząc, że nazywa się to ładnie egzystencjalizmem- prawie sympatycznie), ale z perspektywy czasu doszłam do wniosku, że to dążenie do ideału w strachu, żeCzytaj dalej

47 minut, ale wciąż w terminie

Postanowiłam jako pierwszy, rozpoczynający ten spis niesamowicie potrzebnych, poruszających i z pewnością bardzo ważnych dla przyszłych pokoleń wpis zrobić wstępem. Więc tytułem wstępu myślałam trochę nad formą- niewiele wymyśliłam, ale teoretycznie mam czas do przyszłego tygodnia. Nie wierzę, że się wyrobię. Nawet teraz zaczynam pisanie godzinę i siedem minut przed ostatecznym terminem, będzie więc ciężko.Czytaj dalej „47 minut, ale wciąż w terminie”

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij